Rozterka umysłów #58

Obawy powstają z myśli o posiadaniu,
czegoś lub kogoś, tym bardziej to błędne
rozumowania wątki, człeka poczciwego są dziś.
Jeżeli posiadasz, to jakaż jest strata wielka,
w momencie gdy, że to nie Twoje się dowiesz.
Mieć coś i względność się znajdzie również,
tu punkt widzenia to ważna rzecz przecież.
Czy chciałaś Swą Miłość z kimś dzielić?
Dać coś, co żywisz w kierunku Istoty,
na wskroś tak dobrze przez Ciebie znanej.
Chcieć wyznać co doń czujesz i na kolana,
przed Nią o mało nie upaść ze szczęścia.
Wtem Tracisz wszystko, coś za własność miał.
Kochasz, a nie możesz w tej sytuacji zdziałać nic,
bo się strach rodzi i obawa wielka,
że kogo innego już poznałaś.
Trącasz więc duszą po brzegach ciała
myślisz jak zrobić to przecież,
w jaki sposób poprosić, byś odpowiedź dała.
Lecz, nie zadałaś pytania tego.
Pętla się więc zamyka całkowicie,
zamyka i nie daje odwrotu wyjścia.
Strach rośnie i się rozpadasz,
rozpada się Twoje życie.
Bo to bez końca i w kółko tak,
cyka jak zegar, po głowie
lata jak ptak, co na księżyc chce dotrzeć.
Obawa Mnie niszczy, a zamiast zapytać,
powstrzymuje zbrodniczo; to Mnie zabija!
Ta więc wahania z rozsądkiem,
nawzajem się kłócą, duszą Mą duszę,
niszczą i trują Me uczucie do Ciebie.
Uczucie, którym jest Bóg w Niebie.

Napisałem; dnia 26 lutego 1998 roku, Krzysztof Szufla.
Najwyższy Nasz PAN Wieczną jest Miłością.
On, każdą z dusz naszych zna,
Sam Je w to, co ciałem nazywamy wcielał.
Ja jedną rzecz chciałbym Tobie,
tą tylko myśl w Sercu dla Ciebie przynoszę.
Ona jednak zniszczyć może, lub zrodzić coś wspanialszego.
Bo choć nie wiem jak, próbuję. Staram się.
Mącę wtedy wszystko i się powtarzam.
Przyznaję tu, tak ze szczerą o Tobie myślą,
co nigdy w mroku innych nie zagaśnie.
Tak w cztery oczy po prostu, nie umiem,
ważnych sprawach rozmawiać.
Nawet Miłość, w ubiegłym roku
zrodzoną przez Ciebie, inaczej rozumiem.
Wszystko jest inne od czasu,
gdy poznałem Pana Naszego, Boga.
Każda myśl sens posiada, w sobie samej.
Uczucia się łączą, wyzwalając
na świat nowe, a każde następne
jakby stukrotnie bardziej spotęgowane.
Bardziej szczęśliwy jestem, z minuty na następną,
i cierpię również srożej zatem,
nie mogąc, swych myśli o Nas Tobie,
przelać płynnie jak szklankę wody.
Musiałbym to zrobić bez uczucia,
co możliwe nie jest, wierz Mi.
Staram się zwięźle i prosto napisać,
uczucia jednak skaczą, z duszy do mózgu,
po nerwach do dłoni, na papier.
Nie mogę przestać, nie mogę się powstrzymać,
by jeszcze słowo nie dodać.
Spisałem tyle i kartki brak Mi,
nie zmyślam przecież. Ja to czuję, Miłość mocno tak.

Napisałem; o godzinie 21-30 – 22-25, dnia 26 lutego 1998 roku.

Zranić Cię nie chcę i zadać
cierpienia, lecz muszę wyznać.
Inaczej zniszczę się sam. Pytam
i słyszę głos Anioła Mego
Stróża, bym tą Miłość Tobie
dał, i nie umierał od tak.
Gdyś w czwartek wyszła wcześniej
ze studium nr I wieczorowych dla dorosłych,
nie wiedziałem o tym, czekałem do końca,
by co czuję wyznać i dać Nam szansę.
Wtem z braku Ciebie, co robić, począć?
Żeby, nie zabrali Mnie w kaftanie białym.
Począłem pisać bez końca, co na
język przyszło, każdą ważną myśl.
W tej chwili zrozumiałem,
że czas upływa niepostrzeżenie,
i bez przerwy mogę, muszę pisać,
pozostając Tobie wierny. Choć po wyglądnie
jestem mierny i każdy, by Mnie zostawił,
Tobie ufam i Wierzę w Twe słowa co sens mają
zawsze, bezwzględny. Ty bowiem głębię duszy
nie ciało dostrzegasz. Sądzę tak teraz sobie,
że nie Ja dla Ciebie, nie równamy się powagą.
Ty byś pewnie tą szczerość w oczach, na Mnie
spoglądając miała, by powiedzieć
co czujesz, by wyznać bez wahania
uczucie. A ze Mnie człowiek,
bezmyślny może. Bez skrupułów,
od tak w Twe życie się wtrącam,
nawet nie wiedząc czy masz już
upatrzonego, w Swym guście męża.
Nie mogę Cię przecież
przycisnąć do muru, Mym
zwierzeniem obłudnym, że Cię Kocham.
Lubieżnych myśli nie mam,
od czasu, gdy Ciebie poznałem.
I wszelkim pokusom, nawet się
zdjęciom opieram wszelkim
i filmom co umysł niszczą
przemocą, gwałtem; złem bezmyślnym.
Czy grzechem jest wyznać co czuję?
Chyba nie; bo drobna nic
na ogół nie znacząca nieszczerość,
do grzechów najpodlejszych ludzi doprowadza.
Tak nie może być, choćbyś Mnie miała
znienawidzić na wieki. Wybacz Mi,
lecz szczery muszę być do bólu,
jeśli tak to odbierasz. Wybacz,
zapomnij o tym zbyt szczerym
wyznaniu, co Mnie uratowało,
od śmierci psychicznej i duszy
upodlenia. Ten drobny nic nieznaczący
wiersz, fragment Mej prozy,
przerodził się w elaborat niesłychany, poemat.
Pamiętaj jednak, iż mówię wciąż
o tym uczuciu Bożym.
Ono Mnie może jeszcze,
na duchu tu podtrzymać, bo bym
i pięć lat wcześniej bez niego
zginą z powierzchni tej planety.
Tak słów kilka na koniec,
bo za długo już jest trochę chyba.
Kocham Cię duchową Miłością,
nie chcę Cię zranić, ni skrzywdzić.
Miłość jest namiętnością Boską,
Nie musisz Jej od tak odtrącać.
Gdybyś jednak miała inne zdanie,
w co nie wątpię, chociaż w cuda wierzę.
Pozostańmy przyjaciółmi, a o tym
wyznaniu, bardzo proszę zapomnij.

Z najwyższym oddaniem i szacunkiem, Twój Wielbiciel Krzysztof Szufla.

Napisałem, o godzinie 22-25 – 23-15, dnia 26 lutego 1998 roku.
Wiersz w wersji Video Recytacji:

Moja Recytacja: (chwilowo brak)
Dziękuję i pozdrawiam Krzysztof Szufla.

Czytaj moje wiersze na: www.facebook.com/WierszeKrzysztofSzufla
Oficjalna Strona Wierszy: www.wierszekrzysztofszufla.wordpress.com
Polub Stronę, Obserwuj i Czytaj Wiersze. Komentuj i Udostępniaj 😀

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s